Naszym zdaniem, w stosunku do rozwijających się miast czy aglomeracji oraz centrów przemysłowych, powstających w warunkach wielokulturowości, nie da się zastosować pojęcie pogranicze kultur, bowiem jest to prawdziwy tygiel kulturowy, terytorium o charakterystycznych intensywnych procesach adaptacji i integracji kulturowej, swoistej amalgamacji, w większym stopniu asymilacji i akulturacji narodów, gdzie penetracja kulturowa i interferencja językowa, ze względu na otwartość nieukształtowanego systemu kulturowego, przyspieszają procesy tworzenia własnej specyficznej subkultury regionu , w tym przypadku bukowińskiej.
W tych warunkach antynomia centrum – peryferie traci swój relacyjny charakter ze względu na abstrakcyjność mitycznego centrum, dla wielu narodowości znajdującego się daleko za granicami zamieszkałego terytorium. Wielokulturowy tygiel i jego kultura stają się wartością same w sobie, punktem nieodśrodkowym, skupiającym w sobie całą energię. Powstająca subkultura zaczyna mieć swoją własną prehistorię i historię, własnych bohaterów, własne legendy i podania, własne symbole i znaki dostępne tylko wtajemniczonym, a nie zrozumiałe dla „obcych”. Ponadto człowiek pogranicza poddany edukacji międzykulturowej zdoła przekształcić koncepcję swój – obcy na swój – inny, nadając jej neutralnego czy pozytywnego sensu, potraktuje odmienność i inność nie w kategoriach zagrożeń, wrogości czy nienormalności, ale jako interesującego, stymulującego oraz oczarowującego, istotnego w rozumieniu człowieka i świata. Wymieniona antynomia swój – obcy w miastach Bukowiny traci swoje znaczenie, ponieważ w warunkach gotującego się tygla kulturowego powstaje jakościowo nowy spław – sami swoi.
Niestety, pogranicze, tym bardziej tygiel kulturowy, jest miejscem, gdzie zamieszkujące je społeczności są szczególnie narażone na zachwianie lub przerwanie ciągłości ich kultur. W dzieje pogranicza wpisana jest bowiem historyczna możliwość zmiany przynależności państwowej, a społeczną konsekwencją tych zmian są migracje i przesiedlenia .
Dowodem powyższego twierdzenia jest fakt, iż na przełomie XIX i XX wieku zaistniała spora emigracja bukowińska do Stanów Zjednoczonych i do Brazylii. Ciekawe, że Polacy, Niemcy i przedstawiciele innych narodowości, pomimo świadomości przynależności do tej czy owej większej wspólnoty kulturowej, do dzisiaj często określają siebie Bykowińczykami, czym potwierdzają słuszność naszych rozważań o regionalizmie i subkulturze rozpatrywanego terytorium.
Wytworzona w ciągu prawie 150 lat w ramach Austro-Węgier regionalna bukowińska tradycja tolerancji wchodzi w nową fazę rozwoju po pierwszej wojnie światowej. Na mocy traktatu z Saint-Germain-en Laye z 10 września 1919 roku Bukowina stała się integralną częścią Wielkiej Rumunii. Nieco zmienia się bilans kulturowy tego regionu. Teraz Rumuni bukowińscy posiadają dominujące stanowisko w systemie społecznym, wynikiem czego są zmiany relacyjności systemów kulturowych. Podnosi się ranga języka i kultury rumuńskiej.
Nowa granica rumuńsko-sowiecka, powstała w roku 1940 w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow sztucznie dzieli Bukowinę na dwie części, jednak każda z nich zachowuje w pewnej mierze swą specyfikę wewnątrz nowych państwowości totalitarnych.
Należy tu przypomnieć, że w okresie drugiej wojny światowej multietniczny obraz Bukowiny został silnie zniszczony. Przez reżim nazistowski zostali wymordowani Żydzi i Romowie, poddawani byli represjom Polacy, Ukraińcy, Węgrzy, Słowacy, ludność niemiecka była wysiedlana na Śląsk i na ziemie wielkopolskie, do tak zwanego Kraju Warty (niem. Reichsgau Wartheland, Warthegau).
Był to trzeci etap rozwoju Bukowiny, okres konfrontacji tradycji i tożsamości bukowińskiej a realiów historycznych. W Rumunii, nawet Nicolae Ceaşuescu przez lata nie potrafił poddać sobie górali bukowińskich, którzy de facto zachowali sporą autonomię. Mozaika ludów i wytworzona przez lata bukowińska subkultura, inna skala wartości i specyficzna wizja świata mieszkańców regionu utrudniała inwigilację służb specjalnych. 
Zaś po stronie północnej pamięć o wielokulturowości i specyfice tych pogranicznych wieloetnicznych ziem pozwoliła przetrwać okres stalinwoskich represji niektórym ostojom mentalności bukowińskiej, która dopiero teraz z trudem się odradza, zwłaszcza w kręgach inteligenckich, jak również w środowiskach wiejskich. Był to bardzo trudny okres dla mieszkańców Bukowiny północnej (sowieckiej). Z jednej strony te ziemie weszły do składu Ukrainy Radzieckiej, z drugiej zaś, prowadzona była polityka wynarodowienia, której głównym celem było szczepienie „wartości budowniczego komunizmu”, inaczej mówiąc kształtowanie „homo soveticus”. W tych okolicznościach czynnikiem decydującym o przetrwaniu i zachowaniu tożsamości narodowej była zwartość grupy, stopień mobilizacji etnicznej, obecność infrastruktury , zachowującej narodową świadomość oraz dystans kulturowy.
Analiza wyników powszechnego spisu ludności na Ukrainie w roku 2001, pozwala stwierdzić, że Polacy wypadają fatalnie w statystyce językowej, która rzuca pewien cień na idylliczny obraz szczególnie mocnego zakorzenienia polskości wśród naszych rodaków na Wschodzie. W czasie ostatniego spisu zaledwie 13% Polaków uznało za ojczysty język polski, podczas gdy rumuński wśród Rumunów – 92% (dane obejmują tereny całej Ukrainy).
Jak świadczą fakty, nieliczne i niezwarte grupy etniczne zostały zasymilowane, przynajmniej w aspekcie językowym, już w następnym pokoleniu, urodzonym w realiach radzieckich. Przykładem może służyć sytuacja w Pance, gdzie obok Ukraińców mieszkają również Polacy i Rumuni. W wymienionej miejscowości zjawisko bilingwizmu prawie nie występuje. Językiem prymarnym jest język dominujących liczebnie Ukraińców. Z kolei, za czasów ZSRR napływowa ludność w Czerniowcach asymilowała się, przyjmując język rosyjski.
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4